|
Alexander Gumz: zum übersetzen was man schon selber besitzt, selber vermag
oder selber ist, braucht man nicht zu übersetzen.
michael hamburger zu wem sprechen wir? zueinander? zu wem spricht die dichtung? zu allen, die ohren haben? wäre nicht der vollendete dichter derjenige, der nichts aufschriebe von dem, was er schreiben könnte? wäre nicht nur das vollendet, was gar nicht entstanden ist? mag sein. doch wir suchen das gespräch, wir suchen verständigung. dabei geht es nicht darum, einen konsens zu finden - man muß die texte (und damit sich selbst) so weit aufspreizen, daß jeder sie für sich verstehen kann. nur das kann mit übersetzung gemeint sein. wir wollen nicht eine sprache finden - daß das unmöglich ist, hat uns die arbeit an diesem buch gezeigt. viel ginge verloren, wenn sich alle immer verstünden. der spaß liegt in der abweichung, darin, dem anderen etwas erläutern zu müssen, zu dürfen. freundschaft entsteht nicht in kommentarloser harmonie, sie ist teil einer erklärungsarbeit: wir nähern uns einander an durch die sprache. diese annäherung wird durch differenz erst möglich. der ehrgeiz kann nicht darin liegen, ein "einheimischer" zu werden. das beunruhigende, oft quälende des andersseins ist die feder für den versuch, sich zu erklären. kunst entsteht nur, wenn wir erklärungen brauchen. in diesem sinn sind wir alle immer fremde. das ist gut so. Alexander Gumz: do tlumaczenia to, co sami posiadamy, sami chcemy
lub czym sami jestesmy, nie wymaga tlumaczenia michael hamburger do kogo mówimy? do siebie? do kogo mówi poezja? do kazdego, kto ma uszy? a moze jest tak, ze dojrzaly poeta to ten, który nie zapisuje tego, o czym móglby napisac? wiec moze tylko to jest doskonale, co wcale nie powstanie? moze. ale przeciez szukamy rozmowy, szukamy zrozumienia. Bo wcale nie chodzi o to, zeby sie zgodzic - trzeba teksty (a zatem takze siebie) tak "rozciagnac", by kazdy je mógl sam dla siebie odebrac. tylko to mozna rozumiec jako tlumaczenie. nie chcielismy znalezc jednego jezyka - praca nad ta ksiazka udowodnila pewnie najlepiej, ze to niemozliwe. wiele przepada, gdy wszyscy zawsze wszystkich chcieliby zrozumiec. wazna jest odmiennosc, koniecznosc, mozliwosc wytlumaczenia czegos temu drugiemu. przyjazn nie polega na bezkrytycznej harmonii, jest czescia procesu wyjasnienia: zblizamy sie do siebie poprzez jezyk. to zblizenie zaistnieje naprawde dopiero dzieki róznicom. nie moze wiec byc tak, bysmy nagle chcieli stac sie "tubylcem". to na odmiennosci drugiego, na tym, co niepokoi, razi, rani, zasadza sie sztuka wytlumaczenia siebie. sztuka zjawia sie, gdy potrzebujemy wytlumaczenia. oznacza to, ze zawsze jestesmy obcy. i tak jest dobrze. |